Sezon na kleszcza

Kleszcze ruszają na żer

Choć brzmi to jak tytuł kiepskiego horroru, dużo w tym prawdy. Właśnie teraz, wczesną wiosną, rozpoczynają swą aktywność, która będzie trwać do listopada. Kto jest na liście potencjalnych ofiar? Czy dysponujemy bronią przeciwko nim?

W tym roku po raz kolejny już wystartowała akcja „Zielonych dni”, organizowana w ramach projektu edukacyjnego „Kleszczowe zapalenie mózgu. Zapobiegaj! Zaszczep się!”. Na polskie drogi wyruszył „Kleszczobus”, który w weekendy odwiedzał największe miasta: Gdańsk, Poznań, Wrocław, Kraków, Katowice, Łódź i Warszawę. Wszystko po to, by poszerzyć nikłą wciąż wiedzę Polaków na temat zagrożenia, jakim jest kleszczowe zapalenie mózgu (KZM) i sposobu ochrony przed nim. Na tle innych krajów wypadamy bowiem marnie. Przykładowo, w Austrii szczepieniom przeciw KZM poddaje się 87% społeczeństwa, w Niemczech – 26%, w Czechach – 17%, a w Polsce… raptem 1%. Nie dziwi to jednak, jeśli spojrzymy na odsetek zaszczepionych w przypadku innych chorób. Chociaż o grypie sezonowej trąbi się od lat, chętnych do szczepień, nawet darmowych, ciągle brakuje. Ale czy w przypadku kleszczy jest o co robić tyle szumu? Czy szczepienie przeciw KZM, także i w tym roku zalecane przez Główny Inspektorat Sanitarny, jest aż tak istotne? Czy jest się czego tak naprawdę bać?

 

Kleszcz a sprawa polska

Spójrzmy na to z innej strony. Planując urlop w egzotycznych krajach staramy się zabezpieczać przed ewentualnymi chorobami. Na samą myśl o zarażeniu durem brzusznym czy żółtą febrą biegniemy do punktu szczepień. A wyjeżdżając na Mazury? Nie robimy nic, choć to jeden z głównych regionów występowania kleszczy w Polsce. Czy ten brak działań wynika z małej wiedzy dotyczącej zagrożeń czy z naszej ignorancji? A może problem jest zbyt słabo nagłośniony?

Niestety, ale w tym ostatnim przypadku nie mamy się czym „chwalić”. Polska okazuje się być białą plamą na mapie endemicznych terenów występowania kleszczowego zapalenia mózgu (czyli takich, gdzie odsetek zarażonych kleszczy jest znaczny). Okazuje się, że kleszcze występują prawie wszędzie w Europie Środkowej, a tylko w Polsce – gdzieniegdzie. Brzmi to absurdalnie i nie trudno się domyślić, że to skutek wieloletnich zaniedbań, nieprowadzenia dokładnych badań epidemiologicznych, braku rejestracji wszystkich przypadków wystąpienia choroby bądź niezgłaszania ich do odpowiednich jednostek sanitarnych.

Jak twierdzi dr n. med. Paweł Stefanoff z Zakładu Epidemiologii Państwowego Zakładu Higieny, wiele osób z zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych nie było diagnozowanych w kierunku KZM i rejestrowano je jako przypadki o nieustalonej etiologii. A przecież diagnostyka jest istotna, również dlatego, że dzięki niej można lepiej ukierunkować profilaktykę. Zachorowania zgłaszane są tylko z nielicznych województw: podlaskiego, warmińsko-mazurskiego, mazowieckiego, dolnośląskiego i opolskiego. O innych rejonach wciąż niewiele  wiadomo.

Problem tkwi też w tym, że kleszcze kojarzone dotąd z gęstymi lasami, obecnie znacznie rozszerzyły zasięg swojego występowania. Ich tereny endemiczne przesuwają się na północ. Jeszcze niedawno nikt o nich nie słyszał w Szwecji, dziś są już tam stałym elementem fauny. Spotkać je można na terenach położonych coraz wyżej, np. w górach. Nie omijają również miast – parków, skwerów czy działek. Dlaczego tak się dzieje? Kleszcze przenoszone są m.in. przez migrujące ptaki i prawdopodobnie właśnie w ten sposób powstają nowe ogniska choroby.

Wszystkiemu winna ślina

 

Swoje ofiary kleszcze rozpoznają po zapachu, ciepłocie ciała i wydychanym dwutlenku węgla. Lubią zapach kwasu masłowego, który wydziela nasza skóra, dlatego szczególnie cenią sobie „brudnych”, przepoconych żywicieli. Dostawszy się na ciało, poszukują miejsc pokrytych cienką skórą, wilgotnych, dobrze ukrwionych. Najczęściej wybierają dół podkolanowy, uda, pachy, kark czy nasadę włosów. Podczas wkłuwania kleszcze wydzielają razem ze śliną substancje znieczulające, co powoduje, że nawet nie zdajemy sobie z sprawy z faktu ukąszenia.

Samo wkłucie się nie stanowi ryzyka. Zagrożenie pojawia się wtedy, gdy kleszcz zainfekowany jest czynnikami chorobotwórczymi, co powoduje przedostanie się patogenów do krwioobiegu żywiciela i rozwój choroby. To właśnie w ślinie kleszcza znajdują się wirusy Flavi, odpowiedzialne za kleszczowe zapalenie mózgu. Oczywiście, nie każdy kleszcz musi być nosicielem wirusa, jednakże badania wskazują, że na terenach endemicznych znaczna ich część jest zakażona. Co równie ważne, szybkie usunięcie kleszcza nie zabezpiecza przed zarażeniem. Stąd tak ważna jest profilaktyka.

 

Banalna przyczyna, poważne konsekwencje

Zarażony flaviwirusem kleszcz, wgryzając się w ciało, wprowadza go do krwioobiegu. Ten z kolei przedostaje się do centralnego układu nerwowego, a następnie atakuje mózg. Choroba ma zazwyczaj przebieg dwufazowy. Po bezobjawowym okresie inkubacji, czyli po kilkunastu dniach od zakażenia, pojawiają się niespecyficzne objawy w postaci gorączki, osłabienia, ogólnego rozbicia, bólów głowy i mięśni. Przypomina to nic innego jak grypę. Czasami na tym etapie choroba się kończy. Jednak w części przypadków, na skutek stanu zapalnego ośrodkowego układu nerwowego, dochodzi do drugiej, neurologicznej i najgroźniejszej fazy, w której widoczny jest już pełny obraz choroby.

– W momencie, gdy rozwinie się zapalenie mózgu (u dorosłych) lub opon mózgowo-rdzeniowych (u dzieci i młodzieży), pojawiają się bardzo silne bóle głowy, wysoka gorączka, wymioty, zaburzenia orientacji, drgawki, niedowłady, porażenie mięśni, częściowa lub całkowita utrata świadomości, a nawet przytomności, śpiączka. Choroba może doprowadzić do śmierci bądź pozostawić po sobie trwałe następstwa neurologiczne – twierdzi dr hab. n. med. Ewa Majda-Stanisławska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Chorobę zdiagnozować można jedynie poprzez punkcję lędźwiową. W trakcie leczenia konieczna jest hospitalizacja, która trwa często wiele miesięcy. Niestety, medycyna nie dysponuje żadnymi lekami, które niszcząc wirusa KZM mogłyby wpłynąć na rokowania pacjenta. W rachubę więc wchodzi jedynie leczenie objawowe, którego efekty nie są możliwe do przewidzenia.

A może lepiej zabezpieczyć się?

Oczywiście, nie każdy musi się szczepić, jednak ci, którzy lubią aktywnie spędzać czas na łonie przyrody, wyjeżdżają na wakacje z dziećmi do lasów czy nad jeziora, powinni się nad tym zastanowić. Specjaliści jednogłośnie mówią: tylko szczepionka chroni nas przed kleszczowym zapaleniem mózgu. Trzeba jednak pamiętać, że nie zabezpiecza ona przed samym ugryzieniem kleszcza, ale powoduje wytworzenie odporności na wirusa przez niego przenoszonego.

Szczepienia najlepiej rozpocząć wczesną wiosną. Szczepionka podawana jest w trzech dawkach. Pierwszą przyjmuje się w dowolnym dniu, drugą – po 1-3 miesiącach (po 2 tygodniach zyskujemy odporność), trzecią – 5-12 miesięcy po drugiej dawce. To rekomendowany schemat szczepień, ale istnieje także możliwość przyspieszonego jej podania. Zaszczepić można się w punktach szczepień na terenie całego kraju bądź poprosić lekarza prowadzącego o wypisanie recepty i samemu ją kupić. Cena szczepionki to kwota rzędu 50-70 zł.

Przed kleszczami, nie przed chorobą (!), możemy się sami chronić. Przede wszystkim należy zadbać o właściwe ubranie – długie nogawki, rękawy, skarpetki, czapka. Warto używać repelentów, czyli preparatów w płynie lub aerozolu odstraszających kleszcze. Niestety, w zależności od substancji aktywnej działają one 2-4 godziny i nigdy w 100% nie chronią przed ukąszeniem. Pamiętajmy także o rozwieszaniu siatek, moskitier, używaniu świec i specjalnych kadzidełek. To zawsze zmniejszy ryzyko.

Wypowiedzi specjalistów pochodzą z wykładów wygłoszonych na konferencji prasowej w ramach programu „Kleszczowe zapalenie mózgu. Zapobiegaj! Zaszczep się!”.

 

Artykuł z portalu Onet.pl z dnia 30.05.2011

Ważne

Popularne mity o kleszczach

• Kleszcze spadają z drzew.

Nieprawda. Żyją w ściółce, wspinają się nie wyżej niż na wys. 20-70 cm, czyli na trawy i krzewy.

• Przed wyjęciem kleszcza najpierw smarujemy go masłem.

Nieprawda. Smarowanie masłem, olejem, tylko pogarsza sprawę. Kleszcza usuwa się specjalną „pompką” dostępną w aptekach bądź pęsetą. Chwyta się go tuż przy skórze i stanowczym ruchem wyciąga. Miejsce należy odkazić. Pozostawienie w skórze jego części gębowej może grozić powikłaniami. Do lekarza trzeba się zgłosić jeśli: ma się kłopot z usunięciem, nastąpiło ono po 24 godzinach od ukąszenia, wokół miejsca pojawiło się zaczerwienienie o średnicy 5 cm.

• Kleszczowe zapalenie mózgu to inaczej borelioza.

Nieprawda. KZM to choroba wywołana wirusem Flavi, borelioza – bakterią, krętkiem Borrelia. W leczeniu tej drugiej stosuje się antybiotyki, przez co terapia jest skuteczniejsza i lepiej rokująca.

• Kleszczowe zapalenie mózgu i kleszczowe zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych to dwie różne choroby.

Nieprawda. To ta sama choroba wywołana wirusem Flavi przenoszonym przez kleszcze. Pierwsza dotyka przede wszystkim osoby dorosłe, druga – dzieci i młodzież, choć zdarzają się wśród nich przypadki zapalenia mózgu.

Tekst: Marta Lenkiewicz